Borys Musielak o międzynarodowych konferencjach start-upowych

Udział w międzynarodowych konferencjach należy do najlepszych sposobów na promocję start-upu. Ale czy twój start-up jest już na to gotowy? Jakie konferencje wybrać? Zapytaliśmy o to Borysa Musielaka z Reaktora, warszawskiej przestrzeni coworkingowej, który specjalnie dla Web.gov.pl udzielił start-upom kilku porad

Borys MusielakBorys Musielak

Jak nie korzystać z konferencji dla start-upów 

Borys Musielak to przedsiębiorca znany dziś najlepiej z prowadzenia Reaktora, warszawskiej przestrzeni coworkingowej dla start-upów. Jest także założycielem i CEO Filmastera, zestawu narzędzi, w tym wyszukiwarki i API, do rekomendowania użytkownikowi filmów na podstawie jego wcześniejszych seansów, kierowanego do serwisów Video-on-demand (VOD), telewizji i kin. Musielak jest też stałym bywalcem konferencji branżowych. Właśnie z Filmasterem gościł dwukrotnie na deskach SXSW, słynnej międzynarodowej konferencji poświęconej m.in. start-upom:

- Moje pierwsze doświadczenie z SXSW przyszło dość nagle. Był to 2011 rok. Aplikowaliśmy do konkursu na aplikację mobilną z Filmaster, które wtedy nazywało się Filmaster Mobile. Byłem pesymistą - nie sądziłem, że zostaniemy zaakceptowani. Przedłużałem więc rozpoczęcie starań o wizę. Kiedy okazało się, że jednak dostaliśmy zgodę, miałem na nie ledwie dwa tygodnie. A proces załatwiania wizy do USA trwa zwykle trzy do czterech tygodni – mówi Borys Musielak portalowi Web.gov.pl.

- Z pomocą mojego znajomego, który znajdował się wtedy na miejscu, w Stanach, jakoś udało się dopiąć kwestie formalne. Wizę dostałem na ostatni moment, na dzień przed wylotem, w swego rodzaju trybie nagłym. Jakoś udało mi się przekonać konsula, że udział w SXSW to dla mnie wielka szansa. Nie polecam jednak brać ze mnie przykładu. Starania o wizę należy rozpocząć odpowiednio wcześnie i nie liczyć na cud. Większość ludzi, którzy nie mają na koncie żadnej kryminalnej przeszłości, dostaje ją bez problemu. Trwa to dość długo, ale jeśli chodzi o przedsiębiorców, to nigdy nie słyszałem o negatywnie rozpatrzonym podaniu.

SXSW

Pierwsza przygoda Borysa z SXSW była dość skromna. Jego firma nie była obecna na głównej wystawie (ang. Trade Show), w ramach której setki start-upów i innych innowacyjnych przedsiębiorstw chwali się swoimi rozwiązaniami. Zamiast tego okupowali oni niewielką przestrzeń w holu Austin Convention Center. Borys i jego zespół spędzili czas na „leniuchowaniu, jedzeniu popcornu i rozmawianiu z uczestnikami wydarzenia”. Jakie rezultaty przyniósł jego pierwszy kontakt z SXSW?
- Największą korzyścią było doświadczenie pierwszej biznesowej podróży do USA oraz możliwość zobaczenia, jak tak wielkie konferencje jak SXSW naprawdę wyglądają. Po raz pierwszy mówiłem o moim start-upie publicznie po angielsku. Spotkałem ludzi z takich firm jak FourSquare czy TheNextWeb (TNW). To było naprawdę coś. Poznałem Roberta Scoble'a z TNW, więc zdołałem nawiązać pierwsze kontakty. Oczywiście, widziałem się też z innymi ludźmi, którzy przybyli z Polski.
Poza kilkoma przygodami, w tym okazją do przenocowania na podłodze pokoju pięcio-gwiazdkowego hotelu swojego kolegi, Borys nie przywiózł ze swojego pierwszego SXSW wielu sukcesów. Jak sam mówi, przede wszystkim nauczył się, czego nie robić: „Jako że wszystko robiliśmy na ostatnią chwilę, w ogóle nie przygotowałem planu spotkań, a nawet zwykłej listy osób, z którymi chcę się spotkać. Efekt był dość katastrofalny – nikomu nie polecam „pójścia na żywioł”. Następny raz był dużo lepszy.”
Przygotowanie kluczem do sukcesu start-upu
Drugie podejście do SXSW Borys zaliczył ledwie rok później. W roku 2012 wraz ze swoją firmą dostali się do głównej części imprezy, Trade Show, i dali sobie o wiele więcej czasu na solidne przygotowania.

Pierwsza przygoda Borysa z SXSW była dość skromna. Jego firma nie była obecna na głównej wystawie (ang. Trade Show), w ramach której setki start-upów i innych innowacyjnych przedsiębiorstw chwali się swoimi rozwiązaniami. Zamiast tego okupowali oni niewielką przestrzeń w holu Austin Convention Center. Borys i jego zespół spędzili czas na „leniuchowaniu, jedzeniu popcornu i rozmawianiu z uczestnikami wydarzenia”. Jakie rezultaty przyniósł jego pierwszy kontakt z SXSW?

- Największą korzyścią było doświadczenie pierwszej biznesowej podróży do USA oraz możliwość zobaczenia, jak tak wielkie konferencje jak SXSW naprawdę wyglądają. Po raz pierwszy mówiłem o moim start-upie publicznie po angielsku. Spotkałem ludzi z takich firm jak FourSquare czy TheNextWeb (TNW). To było naprawdę coś. Poznałem Roberta Scoble'a z TNW, więc zdołałem nawiązać pierwsze kontakty. Oczywiście, widziałem się też z innymi ludźmi, którzy przybyli z Polski.

Poza kilkoma przygodami, w tym okazją do przenocowania na podłodze pokoju pięcio-gwiazdkowego hotelu swojego kolegi, Borys nie przywiózł ze swojego pierwszego SXSW wielu sukcesów. Jak sam mówi, przede wszystkim nauczył się, czego nie robić: „Jako że wszystko robiliśmy na ostatnią chwilę, w ogóle nie przygotowałem planu spotkań, a nawet zwykłej listy osób, z którymi chcę się spotkać. Efekt był dość katastrofalny – nikomu nie polecam „pójścia na żywioł”. Następny raz był dużo lepszy.” 

Przygotowanie kluczem do sukcesu start-upu

Drugie podejście do SXSW Borys zaliczył ledwie rok później. W roku 2012 wraz ze swoją firmą dostali się do głównej części imprezy, Trade Show, i dali sobie o wiele więcej czasu na solidne przygotowania.

SXSW Trade Show 

SXSW Trade Show

- Za drugim razem wiedziałem już, czego się spodziewać. Wszystko udało się lepiej. Atmosfera była wspaniała – miasto, konferencja, ludzie... po prostu świetnie było tam być. W tym samym czasie Filmaster otrzymał swoją pierwszą inwestycję – 190 tys. euro. Mieliśmy więc trochę gotówki. Mieliśmy też gotowy produkt. Przygotowywaliśmy się do debiutu. Właśnie o tym zamierzaliśmy mówić na SXSW – kontynuuje Borys.

Jak zorganizować start-upowe stoisko

- Podczas swojej pierwszej wizyty bacznie przyglądałem się Trade Show. Zauważyłem, że całkiem sporo start-upów właśnie tam po raz pierwszy „odpaliło”. Wielu uważa, że to właśnie na Trade Show firmy takie jak FourSquare czy Twitter zyskały swoją sławę. Stwierdziłem więc, że w takim razie może my też powinniśmy wykupić miejsce na Trade Show, zorganizować efektowne stoisko i czekać na podobny sukces. Do wszystkiego podeszliśmy bardzo profesjonalnie. Do zorganizowania naszego stoiska zatrudniłem moją przyjaciółkę, projektantkę wnętrz. Pracy było sporo, bo nasza lista wymagań była długa. Wymyśliliśmy sobie duży telewizor, który prezentował możliwości naszej aplikacji. Każdy mógł za jej pomocą uzyskać rekomendacje bazujące na swoich własnych, unikalnych gustach filmowych. By oglądającym zapewnić komfort, kupiliśmy sofę i dywany, a także całe mnóstwo pasujących do siebie kolorystycznie i stylowo drobiazgów. Wpadliśmy też na pomysł, aby temu wszystkiemu towarzyszyła maszyna do robienia popcornu – każdy próbował zaoferować uczestnikom coś ekstra, a popcorn doskonale pasował do filmowego charakteru naszego start-upu – opowiada Musielak.

stoisko FilmasterStanowiska Filmaster, sofa, TV, popcorn i… noga Angeliny Jolie

- Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać – jak sprawić, by odwiedzający nasze stanowiska mieli o czym tweetować? Odwiedzić to jedno, ale naprawdę znakomicie będzie dopiero, gdy podzielą się swoim odkryciem z innymi. Wtedy o naszym stoisku dowie się jeszcze więcej uczestników SXSW. Na pomysł wpadł mój wspólnik Paweł Czerski, który w naszym duecie jest tym kreatywnym. SXSW odbywało się zaraz po rozdaniu Oscarów, podczas których Angelina Jolie zrobiła furorę pozą eksponującą jej nogę. Powstał nawet kanał na Twitterze „Noga Angeliny Jolie”. Postanowiliśmy wykorzystać ten fenomen. Kupiliśmy sukienkę, która przypominałą tę, którą miała na sobie Angelina. Pozyskaliśmy też manekina. Wszystko zaaranżowaliśmy w taki sposób, że odwiedzający mogli sobie zrobić zdjęcie, które wyglądało, jakby dolna połówka „Angeliny” należała do nich.

stoisko Filmaster 

Noga Angeliny Jolie gwiazdą programu

- Wielu ludzi zrobiło sobie wtedy z „Angeliną” zdjęcia. Mówili o nas na Twitterze. Nawet wspomniany kanał @angiesrightleg wspomniał o nas i zachęcił do odwiedzania naszego stoiska. Byliśmy zdecydowanie najpopularniejszą ekipą w bliskiej okolicy, a konkurencji była sporo, obok nas znajdowało się m.in. stanowisko Rackspace.

Dla jakich start-upów jest SXSW? 

Borys zwraca uwagę na to, jak wielką różnicę w odbiorze firmy zrobił czas poświęcony na przygotowania, jak często o niej wspominano i rozmawiano podczas samego wydarzenia i w internecie. Ale czy ten sukces został przekuty w nowych inwestorów, klientów, czy partnerów biznesowych?

- Z perspektywy muszę powiedzieć, że zrobiliśmy najlepszą wystawę, jaką byliśmy w stanie zrobić. Nie sądzę, że mogliśmy to zrobić jeszcze lepiej. Kwestia biznesowa to jednak zupełnie inna historia. To prawda, że wśród odwiedzających pojawiło się kilku potencjalnych klientów, np. przedstawiciel AMC. A zdjęcie z „Angeliną” zrobiła sobie m.in. dyrektor AT&T, jednego z największych dostawców usług internetowych w Stanach. Nic większego jednak z tego niestety nie wynikło.

stoisko Filmaster 

Wszyscy kochali nogę Angeliny Jolie

- Wydaje mi się, że głównym powodem było to, że zdecydowana większość gości nie przyjeżdża na SXSW, by zajmować się biznesem. To wydarzenie nastraja raczej do zabawy niż do robienia interesów. Jeśli twój start-up nie celuje w masowego użytkownika, nie generuje społecznych interakcji na ogromną skalę jak Twitter czy FourSquare, powinieneś się zastanowić, czy SXSW to w ogóle konferencja dla ciebie – radzi Borys.

- Nasz model biznesowy ma przede wszystkim charakter B2B, więc bezpośrednie poszukiwanie użytkowników nie jest naszym priorytetem. Szukamy raczej firm, z którymi moglibyśmy nawiązać współpracę. Na SXSW przyciągnęliśmy uwagę tysięcy ludzi, ale nie takich ludzi, na jakich nam zależy. Ludzie przyjeżdżają na SXSW, by wziąć udział w festiwalu filmowym, wydarzeniach muzycznych, spotkać swoich ulubionych artystów... Mieliśmy nawet tysiąc otwieraczy do piwa z naszym logo, które zamówiliśmy z Chin – rozeszły się w jeden dzień. Znaleźliśmy się w ósemce najlepszych stoisk całego Trade Show. Rozmawialiśmy z wieloma dziennikarzami, którzy przewinęli się przez Trade Show. Nie mogę jednak powiedzieć, by cokolwiek z tego miało później jakiś wpływ na naszą firmę.

- W sumie wydaliśmy na tę przygodę 40-50 tysięcy złotych – podróż tam i z powrotem, zatrudnienie pomocnika do stoiska, pokój i wyżywienie dla obu współzałożycieli oraz jednego pracownika na tydzień, w trakcie którego nie mogli oczywiście zajmować się swoimi normalnymi obowiązkami. SXSW wymagała zaangażowania 24 godziny na dobę przez cały tydzień. Wydaliśmy więc mnóstwo pieniędzy, a zyskaliśmy jedynie ciekawą historię. Było to jednak w czasach, gdy polskie start-upy w ogóle nie jeździły na takie konferencje. Całkiem możliwe, że byliśmy pierwsi. Teraz obecność polskich start-upów na wydarzeniach tej kategorii nie jest już taka dziwna. Niedawno byliśmy na Launch w San Francisco i było tam ok. 30 polskich firm. Gdy w 2011 r. Filmaster otrzymał finansowanie na rozwój od zagranicznego inwestora, byliśmy trzecią, albo czwartą polską firmą, której się to udało. Dziś zdarza się to o wiele częściej. Rynek się poszerzył.

Jak wybrać właściwą konferencję na promocję start-upu? 

Doświadczenie Borysa uczy, że popularność nigdy nie powinna być podstawowym kryterium wyboru konferencji na promocję start-upu.

- Start-upowe konferencje są fajne dla startupów szukających inwestora lub dla takich, które sprzedają usługi właśnie start-upom (jak np. Twilio, czy Brand24). Większość firm ma jednak bardziej tradycyjnych klientów branżowych i zazwyczaj dobrym pomysłem jest bywanie na takich eventach, gdzie spotkamy osoby decyzyjne, które kupią nasze usługi radzi Musielak.

Zorientowany na klienta korporacyjnego (B2B) start-up Borysa nie osiągnął zamierzonego efektu na konsumenckim wydarzeniu takim jak SXSW. Od 2012 r., Borys pojawił się z Filmasterem na takich wydarzeniach jak CinemaCon w Las Vegas czy MIPTV w Cannes. Na tym pierwszym zdobył kontrakt na obsługę brytyjskiej sieci kin Reel Cinemas. Wyprawa do Cannes przyniosła mu z kolei umowę partnerską z niemiecką telewizją ProSiebenSat1. Oba wydarzenia są ściśle związane z branżą filmową.

- Nie zaprzeczam, że SXSW to naprawdę świetna zabawa. Ale jeśli chcesz tam robić interesy, musisz się upewnić, że to miejsce dla ciebie. Niewykluczone, że uda ci się tam spotkać naprawdę ważnych ludzi, a jeśli networking nie jest ci obcy, może nawet uda ci się nawiązać jakieś długotrwałe kontakty. Dla nas była to jednak ostatnia taka masowa impreza. Wszystkie wydarzenia, w jakich wzięliśmy udział po SXSW, to takie, co do których od początku mieliśmy pewność, że znajdziemy tam naszych klientów.

- Wydarzenia takie jak TheNextWeb i inne poświęcone start-upom, są z biznesowego punktu widzenia dobrym pomysłem tylko wtedy, gdy to właśnie start-upy są twoimi klientami. Wtedy właściwie każdy, kogo spotykasz, jest twoim potencjalnym klientem. W innym przypadku, jedna kampania Adsense może przynieść więcej dobrego niż udział w takiej konferencji. Jeśli poważnie myślisz o udziale w konferencji, potrzebujesz konkretnego planu działania. Podczas niedawnego pobytu w San Francisco, odwiedziłem przy okazji Launch Festival. Decyzję o tym, że odwiedzę Launch, podjąłem około miesiąc przed samym wydarzeniem. Od tego czasu spędzałem dobre dwie godziny dziennie na analizowaniu, kogo i kiedy tam spotkam. Umówiłem sobie 4-5 spotkań dziennie przez cały tydzień trwania konferencji. Wszystkie „w cztery oczy”, z potencjalnymi klientami, bądź partnerami. Moim zdaniem to na pewno lepsze podejście niż liczenie, że uda się kogoś spotkać przypadkowo. To się zdarza, ale nie za często – kończy Borys Musielak.

Autor

Anna Spysz
Redaktor / Dziennikarz
web.gov.pl
Zachęcamy do zadawania pytań autorowi: wyślij email

___ Wydrukuj
PODZIEL SIĘ:

Formularz zgłaszania uwag